środa, 5 grudnia 2012

...


Często zastanawiam się nad tym, jak będzie wyglądać moje życie za lat pięć, dziesięć, trzydzieści. Mało kto potrafi sobie wyobrazić siebie po pięćdziesiątce, pomarszczonego już tu i ówdzie, z nadprogramowymi kilogramami, siedzącego w ulubionych kapciach i w okularach na nosie z wnukiem na kolanach albo mniej lub bardziej radosnych scenariuszach. Ja osobiście lubię obrazować sobie różne sytuacje z przyszłości, pędzącą siebie rano do pracy z kubkiem kawy i śniadaniem, na które nie miałam czasu przed wyjściem, martwiącą się o pierwszy dzień dziecka w przedszkolu, szkole, o pierwszy obóz, gotującą obiad we własnej kuchni dla własnego męża, a w wolnej chwili siedzącą w fotelu na balkonie z książką w dłoniach. Nie wyobrażam sobie życia bez bliskich osób, życia samotnego, skupianiu się tylko na pracy i obowiązkach, bo praca ma ułatwiać życie i pomóc w dążeniu do celów, a nie być celem samym w sobie. Często miewam dni, gdy czuję potrzebę bycia potrzebną, niezależnie na której płaszczyźnie, czy chodzi o zadania obowiązkowe, czy też o bezinteresowną pomoc innym ludziom, którymi muszę się otaczać mniej lub bardziej wbrew temu, jak często się z nimi widuję. Muszę czuć, że w razie potrzeby mam do kogo otworzyć usta i że są ludzie, którzy będą walić do mnie jak w dym, gdy wpadną w tarapaty. Jednocześnie muszę mieć swój kąt, swoją intymną przestrzeń, gdzie mogę zaszyć się jak mysz do nory i schować przed wszystkimi. Ale teraz pora wyjść z nory i zacząć gonić króliczka, zanim ucieknie na dobre.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz